Zysk sektora bankowego wyższy od ubiegłego roku, ale jedynie zbliża nas do roku 2014

08/10/2018

Dysponujemy już wynikami sektora bankowego za pierwsze półrocze. GUS opublikował dane[1] pozwalające na analizę źródeł wyższych wyników finansowych banków niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Warto poszukać okresu, w którym rezultaty były na tym poziomie. Wynik netto z I półrocza br. zbliża nas do wyniku rocznego osiągniętego w roku 2014, a więc po okresie kryzysu finansowego 2008. Dziś o kryzysie finansowym mówią znowu Roubini, Krugman czy Sachs. Jednak w opiniach na temat kondycji gospodarki i rodzimego systemu bankowego trudno doszukiwać się podobnej refleksji.

W roku, do którego się odwołujemy, aktywa ogółem wyniosły 1.424.517 mld PLN, co oznaczało, że wskaźnik ROA wynosił 1,06%. W roku bieżącym wartość aktywów została wyceniona na 1.664,5 mld PLN, co oznacza, że wskaźnik ROA w pierwszej połowie br. to nawet nie połowa efektywności pracujących aktywów w roku 2014. Podobnie nisko i niepokojąco dla inwestorów wypada efektywność gospodarowania kapitałem. ROE w 2014 roku wynosiła 9,53%, zatem dla osiągnięcia takiego poziomu rentowności wynik finansowy netto za cały rok 2018 musiałby wynieść ponad 19 mld PLN, co jest nie do osiągnięcia w obecnych warunkach. Rentowność kapitału za cały bieżący rok prawdopodobnie zbliży się do 7,5%.

Zacznijmy od wspomnianych już źródeł wzrostu wyniku finansowego w porównaniu do roku ubiegłego. Jeśli analizuje się poszczególnie linie rachunku zysków i strat banków z normalnej działalności bankowej, a więc przede wszystkim wynik odsetkowy oraz z tytułu opłat i prowizji, trudno tam dostrzec uzasadnienie wzrostu o 16,6% wyniku finansowego netto w porównaniu do I półrocza roku ubiegłego – dynamika w obu pozycjach jest jednocyfrowa. Natomiast dynamika przychodów z dywidend jest na imponującym poziomie 130,8% – ta pozycja urosła aż o 332 mln PLN. To źródło przychodów operacyjnych trudno jest jednak ujmować w kategoriach „business as usual” z powodów, których nie potrzeba w tym miejscu wyjaśniać.

Inną pozycją, która pozytywnie wpłynęła na wynik, były rezerwy lub „odwrócenie rezerw”, których wartość spadła z 353 do 133 mln PLN. W roku bieżącym nie ma tak spektakularnych transakcji zakupu wierzytelności od banków, ponieważ rynek potrzebuje czasu na to, aby dojść do cen transakcyjnych akceptowanych przez obie strony transakcji. Jest to skutkiem wypadnięcia z rynku firmy GetBack, bardzo agresywnie skupującej wierzytelności. Na koniec roku zobaczymy, jaki będzie mieć to wpływ na rachunek wyników sektora bankowego.

Dla sektora pośrednictwa największe znaczenie ma to, co dzieje się po stronie kredytów, a zwłaszcza w segmencie gospodarstw domowych. Jak podaje GUS[2], na koniec I połowy br. suma bilansowa sektora bankowego wyniosła 1.845,6 mld PLN i była o 6,1% wyższa niż rok wcześniej, a wartość aktywów finansowych wyniosła 1.664,5 mld PLN, co oznacza, że w porównaniu do roku ubiegłego wzrosły o 4,4%. Najważniejszą pozycją były kredyty, które w sektorze niefinansowym wzrosły o 4,2%. W sektorze gospodarstw domowych kredyty mieszkaniowe wzrosły o 3,7%, a konsumpcyjne aż o 8,8%. Taka proporcja zmian nie może dziwić, jeśli weźmiemy pod uwagę udział konsumpcji prywatnej w tworzeniu dynamiki wzrostu PKB. Pamiętajmy jednak, że w statystykach GUS i NBP podawane są wartości kredytów na koniec danego okresu, a nie nowa produkcja.

W przypadku kredytów mieszkaniowych duży wpływ ma kurs walutowy, bowiem portfel kredytów „frankowych” nadal stanowi ponad 25% portfela kredytów mieszkaniowych. Tempo zmian jego struktury zależy od tzw. nowej produkcji kredytowej. A ta na koniec 2018 roku może być trzecią – po tej odnotowanej w roku 2007 i 2008 – pod względem wartości udzielonych kredytów hipotecznych. Na wysoką wartość udzielonych kredytów składa się zarówno rosnąca liczba kredytobiorców jak i kwot, jakie pożyczają. Nie może zatem dziwić fakt, że wartość portfela kredytów hipotecznych na koniec czerwca br. przekroczyła po raz pierwszy 400 mld PLN.

Jak wynika z najnowszego raportu AMRON–SARFiN[3], w I półroczu br. udzielono blisko 110 tys. kredytów na ogólna wartość niemal 27 mld zł (tabela 1). Na rosnące wartości udzielanych kredytów wpływają dwa czynniki – ceny mieszkań oraz sytuacja na rynku pracy (niskie bezrobocie oraz rosnące wynagrodzenia). Jednak dostępność kredytów, jak zauważają autorzy Raportu Metrohouse i Expander[4], jest najgorsza od 2012 roku – 4-osobowa rodzina z dochodem 8.000 PLN netto może liczyć na kredyt o ponad 40 tys. PLN niższy niż przed rokiem. „Spadki w największym stopniu wywołały – jak zauważa J. Sadowski z Expander Advisors – wymogi KNF dotyczące uwzględniania w wyliczeniach realnych kosztów utrzymania kredytobiorców”[5].

Wydaje się, że kontynuacja prosperity na rynku kredytów mieszkaniowych jest bliżej końca niż rok temu. Wpływa na to kilka przyczyn. W 2016 i 2017 roku podaż nowych mieszkań była elastyczna, co oznaczało, że ich ceny nie rosły w takim tempie jak popyt. Utrzymanie takiej sytuacji jest obecnie niemożliwe, ze względu na wzrost kosztów budowy nowych mieszkań. Kluczowym czynnikiem wzrostu cen jest sytuacja na rynku pracy, ze względu na dostępność i oczekiwania płacowe pracowników. Do tego należy dodać wzrost cen na materiały budowlane oraz efekt „zagęszczania”, czyli dobudowywanie na bardzo atrakcyjnych lokalizacyjnie działkach w centrach miast. Dużą niepewność dla rynku tworzy propozycja UOKiK nowelizacji ustawy deweloperskiej, zakładająca likwidację otwartych rachunków powierniczych i zastąpienie ich rachun­kami zamkniętymi. Dodatkowym elementem staje się struktura finansowania działalności deweloperów. Jak wynika z ostatniego Raportu DM Navigator[6], finansowanie obligacjami stanowiło blisko 72% całkowitego zadłużenia 14 deweloperów, których obligacje notowane są na rynku Catalyst. Jeśli pojawiłyby się problemy deweloperów ze spłatą zobowiązań z obligacji, wówczas negatywne efekty przeniosą się na cały rynek mieszkaniowy.

Do tej pory konkurencja między bankami na rynku kredytu hipotecznego sprawiła, że uśredniona marża kredytowa wynosiła 2,06%. I tu również nie należy oczekiwać kontynuacji polityki wyceny ryzyka przez banki na takim poziomie. Dodatkowo należy brać pod uwagę pewnik, że kontynuacja polityki niskich stóp procentowych nie jest do utrzymania w perspektywie najbliższych 2 lat. Powrót do poziomu stóp procentowych z lat poprzedzających cykl niskich stóp oznaczałby wzrost raty kredytu aż o 575 PLN (w przypadku kredytu na 300 tys. PLN na 30 lat)[7]. Nadto, default GetBack sprawił, że pozyskanie nowego kapitału z tego źródła staje się nie tylko droższe, ale i problematyczne. Do tego dochodzi niepewność wynikająca z zapowiadanych regulacji w odpowiedzi na negatywne skutki emisji obligacji przez GetBack.

Należy dodać kilka zdań na temat strony pasywnej w księgach bankowych, która w dzisiejszych warunkach odpowiada za wysoka dynamikę wyniku finansowego sektora bankowego. Depozyty sektora finansowego i niefinansowego wzrosły z 1.119,5 mld PLN na koniec II kwartału ub.r. do 1.189,72 mld PLN w roku bieżącym, a więc o 6,3%. Jak już wspomniano wyżej, kredyty dla obu sektorów wzrosły w tym okresie o 4,2%.

To, na co dodatkowo trzeba zwrócić uwagę, to spadek depozytów terminowych o 1,8% i jednoczesny silny wzrost o 12,8% depozytów bieżących. Ta duża i różna dynamika depozytów wynika z oprocentowania i polityki pozyskiwania pasywów przez banki. Bankom łatwiej zdobywać środki na rachunkach bieżących, ponieważ te są najtańszym źródłem pasywów i jednocześnie najbardziej podatnym na kampanie promocyjne. Spadek depozytów terminowych w przypadku gospodarstw domowych ma swoje źródło w ich nieatrakcyjnym oprocentowaniu w porównaniu do choćby dochodów z najmu (dotychczas bowiem sytuacja ulegała zmianie ze względu na szybki wzrost cen mieszkań na rynku pierwotnym) oraz alternatywie, jaką stały się obligacje detaliczne Skarbu Państwa. Średnie oprocentowanie w bankach na rachunkach bieżących nie przekracza 0,5% p.a. (po uwzględnieniu podatku Belki jest to 0,445% p.a.), a na depozytach terminowych 1,6% p.a. Nawet bez korekty o podatek Belki jest to mniej niż tzw. inflacja bazowa. Przy kontynuowanej polityce niskich stóp, banki komercyjne nie mogą stawać do konkurencji z obligacjami detalicznymi Skarbu Państwa. Oprocentowanie obligacji 3-miesięcznych wynosi 1,5%, a na okresy powyżej 4 lat to już 2,4% p.a. (w pierwszym okresie odsetkowym).

Korzyść Skarbu Państwa z emisji obligacji detalicznych jest podwójna – niższe koszty pozyskania środków oraz wpływy z podatku Belki. O ile na początku oferowania obligacji detalicznych popyt nie był wysoki, to obecnie jego wartość przekracza 10 mld PLN. W czerwcu br. sprzedaż obligacji detalicznych wyniosła aż 1,178 mld PLN, podczas gdy w roku ubiegłym jedynie 475 mln PLN[8]. Pojawia się uzasadnione pytanie o skutki konkurowania banków ze Skarbem Państwa o nadwyżki finansowe gospodarstw domowych w dłuższym okresie.

Biorąc pod uwagę wyniki sektora bankowego oraz wskaźniki wzrostu PKB, wydawać by się mogło, że rynek kapitałowy powinien patrzeć na sektor bankowy jako atrakcyjny cel inwestycji. Tymczasem indeks branżowy WIG Banki jest na najniższym od kilku lat poziomie[9] ze względu na brak zainteresowania inwestorów zagranicznych sektorami, w których udział spółek Skarbu Państwa jest dominujący w indeksie.

Na pewno jesteśmy w bardzo ciekawym momencie rozwoju sytuacji. Nikt nie ma wątpliwości, że bilanse banków centralnych są źródłem największych niepokojów. Kontynuacja polityki luzowania polityki monetarnej jest już niemożliwa, czego dowodem są decyzje FED oraz zapowiedzi EBC. Wśród ekonomistów dyskusja nie toczy się wokół tego, CZY, ale KIEDY wybuchnie nowy kryzys finansowy, który przede wszystkim uderzy w banki. Wypowiedzi RPP omijają ten temat. W sytuacji kryzysu nie ma buforów kapitałowych, które można traktować w kategoriach polisy ubezpieczeniowej. Po nacjonalizacji Banku Pekao i Alior Banku w sektorze bankowym mamy przewagę kapitału narodowego, ale w sytuacji kryzysu nie jest to żadnym zabezpieczeniem. Dobrze, że sektor pośrednictwa finansowego korzysta na koniunkturze bankowej, ale tak duże uzależnienie od kredytu hipotecznego musi prowokować pytania o strategię w sytuacji, gdy rynek nieruchomości mieszkalnych wejdzie w fazę bessy.

[1] Wyniki finansowe banków w I półroczu 2018 r., GUS, 07.09.2018, stat.gov.pl.

[2] Ibidem.

[3] Raport AMRON-SARFiN 2/2018, Centrum Amron, ZBP, sierpień 2018.

[4] Polski rynek nieruchomości. Lipiec 2018, Raport Metrohouse i Expander Advisors, www.expander.pl.

[5] Ibidem.

[6] Sytuacja największych deweloperów mieszkaniowych z rynku Catalyst w 1H 2018 r., Navigator Dom Maklerski, Warszawa, lipiec 2018, obligacje.pl.

[7] Polski rynek nieruchomości…, op.cit.

[8] Wyniki sprzedaży obligacji oszczędnościowych w czerwcu 2018 roku, Ministerstwo Finansów, https://www.mf.gov.pl.

[9] Na koniec I półrocza 2014 r. indeks ten wynosił 8.087,27, a na koniec I półrocza br. jedynie 7.581,95. Wartość akcji Banku Pekao wynosiła na koniec czerwca 2014 r. 173 PLN, podczas gdy na koniec czerwca br. jedynie 113,5 PLN. Podobnie wartość akcji Alior Bank to odpowiednio 81,65 PLN wobec 65,8 PLN. Powołujemy się na notowania tych banków, bowiem to nacjonalizacja obu z nich została obwołana sukcesem konsolidacji w sektorze bankowym oraz udaną inwestycją kapitałową PZU. Tymczasem ceny nabycia akcji przez PZU i PFR przekraczają obecny ich kurs.


dr Mirosław A. Bieszki – Doradca Ekonomiczny KPF; absolwent Uniwersytetu Gdańskiego; w 1986 stażysta w Komisji Europejskiej; w 1987 otrzymał stypendium badawcze Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej; swoją karierę bankowości rozwijał w Bank Austria Creditanstalt; później prezes GMAC Polska S.A. oraz prezes Santander Consumer Bank; dziś niezależny konsultant; publikował komentarze dla www.obserwatorfinansowy.pl (NBP), przygotowywał ekspertyzy dla Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, publikował komentarze w Forbes oraz jako ekspert komentował w CNBC Business; Doradca Ekonomiczny KPF.